Czas wolny
  • Ania Wyszkoni: ostrożność tak, ale nie panika

    01.06.2020

  • Rozmowa z Anią Wyszkoni, wybitną wokalistką pochodzącą z Tworkowa koło Raciborza


    Co słychać u Ani Wyszkoni w okresie pandemii koronawirusa?
    Podzieliłabym ten czas na trzy etapy. Z początku była nadzieja, że to jest tylko chwilowe i szybko wrócimy do normalnego życia – funkcjonowania jak dawniej i koncertów. Następnie pojawił się trudny moment frustracji i rezygnacji, że trwa to dłużej niż przypuszczałam. Nie wiedziałam co zrobić ze sobą. Myślę, że ten etap był najkrótszy...

    Co stało się potem?
    Przyszedł moment, w którym zebrałam w sobie siłę i zrozumiałam, że muszę wszystko przeorganizować - poszukać zajęcia i jakoś inaczej zaplanować kolejne dni. Przede wszystkim mam w domu cały czas córkę Polę, więc spełniam się jako matka. Trudno skupić się wówczas na sobie i swoich pasjach czy przyjemnościach. Kiedy zaczęłam to sobie wszystko układać w głowie, a później te plany wdrażać w życie, wszystko nabrało bardziej pozytywnych barw.

    W jakim momencie jest Pani teraz?
    Czuję się już dobrze sama ze sobą. Wiem, że przetrwam ten trudny dla wszystkich czas i mam nadzieję, że bez uszczerbku na zdrowiu.

    No to przejdźmy do konkretów, jak teraz wygląda Pani codzienność?
    Zasadnicza różnica polega na tym, że aktualnie nie pracuję zawodowo. Nie wyjeżdżam na koncerty, za czym tęsknię najbardziej. Poza tym moja 8-letnia córka jest dość absorbującym dzieckiem, lubi mieć cały czas towarzystwo, więc trzeba jej wymyślać kolejne zajęcia. Tworzy różne sytuacje, bo jest kreatywna, dlatego miałam mniej czasu na odpoczynek mentalny, pobycie samemu ze swoimi myślami. W tej chwili już to sobie poukładaliśmy z moim partnerem i dzielimy się obowiązkami w wychowaniu Poli.

    Jakie zadania wziął na siebie Pani partner i zarazem menedżer?
    Nazwałabym to obowiązkami tacierzyńskimi, które absorbują najbardziej. Kiedy rankiem jadę na trening tenisa ziemnego, Maciek ogarnia lekcje z Polą. Następnego dnia, gdy on wychodzi wcześniej do biura, ja przerabiam lekcje z córką. Podobnie jest wieczorami, gdy naprzemiennie jeździmy na rowerach, by dać sobie chwilę wytchnienia.

    To jednak znajduje Pani czas na drobne przyjemności...
    Wróciłam na korty tenisowe, to też jest dla mnie duży relaks. Biorę lekcje hiszpańskiego, na które uczęszczam od ponad roku. Teraz mam zajęcia poprzez Skype'a, co umożliwia Internet. Myślę, że wkrótce wrócimy do normalnego trybu. Lubię bowiem bezpośredni kontakt z człowiekiem, mieć go naprzeciwko siebie, a nie na ekranie.

    Izolacja od reszty społeczeństwa na pewno jest trudnym doświadczeniem.
    Mamy to szczęście, że mieszkamy na wsi. Nie byliśmy więc tak na 100 procent zamknięci w czterech ścianach. Ponieważ mamy swój ogród, mogliśmy spacerować blisko domu, wyprowadzając oba nasze pieski. W tej chwili możliwości są już większe, więc mogłam odwiedzić rodziców na Śląsku. Powolutku wychodzimy też z domu, przyznaję, że raz pokusiłam się wyjść do galerii handlowej, bo moja córka zapragnęła chomika. To było jednak dość trudne przeżycie, ponieważ jednak świadomość pandemii i to, że trzeba nosić maseczki, cały czas jakoś obciąża psychicznie.

    Artyści nie pracują, gdyż uniemożliwiają to wprowadzone obostrzenia. Gdyby nie Covid-19, jakie koncerty grałaby Pani teraz?

    Musiałabym długo wymieniać, bo z powodu koronawirusa przerwałam w połowie trasę koncertową. To były akustyczne, kameralne, bardzo nastrojowe spotkania z publicznością. Naprawdę pięknie nam się grało i zawsze sale były wypełnione po brzegi. W tej chwili niestety siedzimy w domach. Prawdopodobnie nie zagramy w tym roku też plenerowych koncertów, czego nam wszystkim bardzo brakuje. Mam nadzieję, że do skutku dojdzie zaplanowany na koniec roku koncert w Pszowie. Bardzo intensywnie o nim myślę, ponieważ od 10 lat nie miałam przyjemności zagrać w tym mieście, podczas gdy kiedyś koncertowałam tam bardzo często. Od rozstania ze Łzami nie miałam takiej okazji, a bardzo chciałabym to zrobić.

    Pozostaje na razie Internet i z takiej możliwości korzysta wielu artystów...
    To prawda, nagraliśmy dla fanów i umieściliśmy w Internecie kilka niespodzianek. Raz pokusiłam się na spotkanie muzyczne „na żywo” w Instagramie , ale nie nazwałabym tego koncertem. Zaśpiewałam kilka piosenek, ale przede wszystkim chciałam pobyć z moimi fanami. Publiczność może mnie zobaczyć online, a ja moich fanów nie do końca i tego również bardzo mi brakuje. Czytałam też dzieciom bajki w Internecie.

    Dlaczego tak ważny jest kontakt „na żywo”?
    Jestem z tego pokolenia, które wychowało się właśnie na kontaktach z ludźmi. Bardzo potrzebuję drugiego człowieka. Z bezpośrednich spotkań czerpię dużo siły, a gdy dociera do mnie informacja, że to ja daję komuś siłę swoją obecnością, cieszę się jeszcze bardziej. Z fanami spotykam się po koncertach, rozmawiamy, rozdaję autografy, zdjęcia. To wszystko bardzo mnie pozytywnie napędza, nadaje sens wszystkiemu co robię. Obcowanie z ludźmi na social media stanowi namiastką żywego kontaktu. To jest już bliższe moim dzieciom - jedno ma 18 lat (syn Tobiasz – przyp. red), drugie 8, które wyrosły w świecie Internetu.

    Wychowała się Pani w małej miejscowości na Śląsku a nie w dużym mieście, gdzie ludzie są anonimowi...

    Zawieszałam klucz na szyję i ruszałam „na wioskę”, spędzając czas z rówieśnikami do wieczora. To były fantastyczne chwile i tego też potrzebuję.

    W obecnej sytuacji fani szukają z Panią kontaktu?
    Rozmawiamy poprzez Instagrama, Facebooka, staram się zaskakiwać swoją publiczność na kanale YouTube, gdzie pojawiło się kilka nowości. Oficjalny fan club organizuje różne wydarzenia online, dostałam od nich np. listę z 40 pytań, na które staram się sukcesywnie odpowiadać. Oni to sobie wrzucają potem na swój wewnętrzny profil. Czuję też ogromne wsparcie publiczności, zresztą wspieramy się nawzajem. Wiem, że tęsknią za mną, tak jak ja za nimi.

    Nie dotyczy to chyba tylko relacji artysty z fanami, twórcy także szukają wspólnych przedsięwzięć online.
    Myślę, że w moim przypadku niewiele się zmieniło. Nie mam bowiem przyjaciół w branży muzycznej. Są to głównie luźne znajomości. Jak się gdzieś widywaliśmy, spędzaliśmy ze sobą trochę czasu, ale to są zupełnie niezobowiązujące sytuacje. Mam przyjaciół z zupełnie innych dziedzin życia.


    Cały wywiad można przeczytać już od dziś (20 maja) w "Nowinach".

    Rozmawiał: Ireneusz Stajer

     
  • IrS

  • Koronawirus
  • Komentarze:
  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.