Aktualności
  • Ostatnie pożegnanie wybitnego muzyka Lothara Dziwokiego (ZDJĘCIA)

    14.11.2019

  • „Polish Satchmo” - mówili o Lotharze Dziwokim na całym świecie. Dziś (14 listopada) wybitny jazzman, puzonista, dyrygent i aranżer spoczął na cmentarzu w Żorach. Żegnała go najbliższa rodzina, przyjaciele (a miał ich wielu), znajomi i tłumy wielbicieli jego talentu. Zmarł 10 listopada we śnie, w wieku 77 lat po ciężkiej chorobie. Już mówi się, że Miejski Ośrodek Kultury powinien przyjąć imię Lothara Dziwokiego. 

    W czwartek, na cmentarzu przy ulicy Smutnej spoczął Lothar Dziwoki. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły żorzan oraz wszystkich, którzy byli w stanie przyjechać do miasta, gdzie przez lata tworzył wybitny muzyk – nazywany za granicą „Polish Satchmo”. Śpiewał bowiem tak samo i tak dobrze jak Louis Armstrong, noszący przydomek „Satchmo”.

    Uroczystości rozpoczęły się w kaplicy sióstr boromeuszek przy ulicy Rybnickiej, skąd kondukt pogrzebowy ruszył do kościoła farnego św. Apostołów Filipa i Jakuba. - Modlimy się o spokój duszy świętej pamięci Lothara, człowieka znanego. Niedawno powstał o nim film dokumentalny oraz ukazał się wywiad w książce – zaznaczył proboszcz ksiądz prałat Stanisław Gańczorz, który odprawił Mszę świętą. W homilii nawiązał do ludzi kultury i nauki, którzy tak jak Lothar Dziwoki pokładali lub pokładają nadzieję w Bogu.

    Wspomniał Fryderyka Chopina. - Podano Mu Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Z jego oczu popłynęły łzy. Czy wierzysz? - zapytał go kapłan. Wierzę, jak mnie nauczyła matka. Przyjął wiatyk. Zaczęło się konanie Chopina, które trwało cztery dni. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie płaczcie przyjaciele. Módlcie się za mnie. Do widzenia w niebie. Pan Lothar przyjmował Komunię św. co niedzielę, zwykle o godzinie 20.30. Do kościoła przywozili Go synowie. Tutaj karmił się Ciałem Chrystusa, które Go wzmacniało – usłyszeliśmy w homilii.

    - Cierpiący m.in. na arytmię serca Krzysztof Krawczyk poprosił o sakrament chorych. „Mam nadzieję, że kiedyś stanę z Chrystusem twarzą w twarz. Obejmę Go serdecznie, przeproszę za swoje nie zawsze dobre życie” - wyznał. Znakomity kardiochirurg z Zabrza, profesor Marian Zembala powiada: „Bóg mi pomaga lepiej żyć, lepiej służyć innym ludziom i sobie. Lekarz leczy, Pan Bóg uzdrawia”. 100 procent ludzi umiera, ale żyje dalej - mówił ksiądz Gańczorz. Wszystkich czterech łączyła działalność artystyczna lub naukowa na bardzo wysokim poziomie i żywa wiara w Boga. 


    Jak zaznaczył kapłan, Lothar Dziwoki przeżył życie godnie. Zastanawiamy się do jakiego trafił niebieskiego chóru ze swym głosem i temperamentem...

    Proboszcz skierował podziękowania w pierwszej kolejności do żony Marii (Maryli) z domu Glos, synów muzyka – Dawida i Daniela oraz całej rodziny. Wszyscy opiekowali się mężem, ojcem, teściem z ogromną starannością i sercem. W ostatnim etapie życia Lotharem Dziwokim zajmował się doktor Michał Kossowski. Rodzina dziękowała także pielęgniarce oraz szpitalom w Żorach i w Rybniku, wszystkim muzykom - a zwłaszcza Żorskiej Orkiestrze Rozrywkowej, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom.

    - Lothara Dziwokiego podziwiano na całym świecie. Był człowiekiem kochanym, uwielbianym, kochającym życie i dzielącym się miłością. Dzięki prezydentowi Waldemarowi Sosze i radzie miasta stworzył Żorską Orkiestrę Rozrywkową. Cieszył się wspólnym muzykowaniem, tym że jesteśmy razem. Mam nadzieję, że o nim nie zapomnimy i zostanie w naszych sercach – prosił Krzysztof Korwin-Piotrowski, znany reżyser i scenarzysta.

    - Do Żor przywiodła Cię miłość (chłopak z Radlina ożenił się z żorzanką). Potem ty też pokochałeś to miasto. Stałeś się jednym z nas. Dzięki Tobie Żory stały się ciekawsze. Lotharze, Żory bez Ciebie nie będą już takie same. Ale będziemy pamiętać, co dla nas zrobiłeś. Jestem przekonany, że będziesz duchem ciągle kierował Żorską Orkiestrą Rozrywkową – podkreślił Waldemar Socha.

    - Dziękuję za całe Twoje piękne, wartościowe życie. Byłeś wspaniałym ojcem. Poprowadziłeś nas w dorosłość. Tak wiele nauczyliśmy się od Ciebie – mówił ze łzami w oczach syn Dawid.

     

    - W dniu piątkowego koncertu pan Lothar był świadomy. Ale cierpiał bardzo. Odmówił Koronkę na Różańcu. O godzinie 20.30 zasnął. Myślę, że modlitwa dała mu siłę, radość i spokój. Był wspaniałym, mądrym człowiekiem – nie kryła wzruszenia pani Gabriela, opiekująca się w ostatnich dniach muzykiem.

     

    Lider żorskiego zespołu „Zakon Rocka” Krzysztof Ścibik mówi, że jego życiowe ścieżki i Lothara Dziwokiego były podobne. - Nasze żony są z Radlina i obie przyjechały za mężami do Żor. Później spotkaliśmy się na ścieżkach muzycznych. My robimy z żoną festiwal pieśni pokutnej i pasyjnej, Lothar założył ŻOR. Żona zna go z czasów, gdy był wybitnym profesorem Akademii Muzycznej w Katowicach. Już po jego śmierci usłyszałem jadąc samochodem „What A Wonderful World” w wykonaniu Armstronga. Pomyślałem sobie, że to śpiewa Lothar i tak już będzie zawsze – przyznaje pan Krzysztof.

     

    - Należał do Jazz Klubu, którego też miałem zaszczyt być członkiem przez lata. Spotkałem go na 50-lecie śląskiego JK. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mieszka w Żorach. Moim zdaniem Miejski Ośrodek Kultury powinien przyjąć imię Lothara Dziwokiego. To mu się należy. On się nigdy nie wyparł Żor, ciągle o nich mówił. Jego muzyka była niesamowita, nie pasowała do spokojnego zachowania Lothara. Wyprawiał z puzonem niesamowite rzeczy. I jeszcze te głos... - wspomina Marek Klimurczyk, żorzanin związany ze środowiskiem muzycznym.    


    Kondukt przeszedł przez Rynek, ulicami starówki na cmentarz przy ulicy Smutnej. Grała orkiestra, bo nie mogło być inaczej. Jazzmana z Żor żegnali zwykli ludzie i znane osobistości. Trumnę pokryły dziesiątki wieńców, kwiatów. „What A Wonderful World” (Jakie życie jest piękne) wybrzmiewała w nas melodia słynnego standardu, który tak cudownie śpiewał Lothar Dziwoki.

     
  • Galeria:

  • IrS

  • Reklama billboardowa
  • Komentarze:
  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.