Aktualności
  • Ekstremalne wyczyny Sabiny Barteckiej z Żor (ZDJĘCIA)

    23.08.2019

  • Jest pierwszą Polką, która pokonała trasę Beskid Extreme Triathlon – Diablak Fest. Na domiar tego wygrała rywalizację kobiet. To jeden z najtrudniejszych super triathlonów na świecie. Teraz pomaga w organizacji pierwszego żorskiego triathlonu.

    Ireneusz Stajer

    Sabina Bartecka zadziwiła ekspertów, ale nie swoich kibiców. 42-latka z Żor jest pierwszą Polką, która dotarła do mety jednego z najbardziej ekstremalnych triathlonów na świecie. Mało tego, wygrała go w kategorii kobiet, a w zmaganiach open była 12.

    Beskid Extreme Triathlon – Diablak Fest to piekielnie trudna trasa, z metą na Babiej Górze.

    Uczestnicy muszą pokonać 227,8 kilometrów. Wielu śmiałków schodzi z trasy, ich liczba zmniejsza się na każdym etapie. Na szczyt Diablaka docierają najwytrwalsi. Spośród sześciu startujących w tegorocznej 4. edycji kobiet na mecie zameldowały się tylko dwie. Sabina jako pierwsza. Tam uściskała się ze swoją supporterką Martą Basek. Skakały ze szczęścia i zrobiły sobie zdjęcie. - Miałam siły przebiec jeszcze z 20 – 30 kilometrów. Adrenalina i myśl, że wygrałam zrobiły swoje – przyznaje żorzanka.

    Zawody rozpoczęły się pływaniem w Jeziorze Żywieckim na dystansie 3,8 kilometrów. - O wschodzie słońca, ubrani w pianki zapewniające komfort termiczny weszliśmy do wody. Było jeszcze trochę ciemno, ale nie zimno. Dla mnie to najprzyjemniejszy etap triathlonu, najmniej męczący – przyznaje Sabina Bartecka. Organizatorzy trafili na falę upałów, lecz do południa nie było gorąco.

    Z jeziora na rower

    Żorzanka wyszła z wody jako druga z kobiet. Prowadziła Joanna Rumińska-Pietrzyk. Przesiadka na rowery. - Z reguły nie przebieramy się, zrzucamy piankę i jedziemy w stroju triathlonowym. Teraz zrobiłam inaczej. W górach nie czułabym się w tym dobrze. Zdjęłam strój kąpielowy i założyłam kolarski ze specjalną wkładką – opowiada Sabina.

    180 kilometrów na rowerze. Decydujący etap o tym, czy ukończy się cały triathlon. Trasa górska z dużą ilością przewyższeń. Cały czas kolarzówką po asfalcie. Ciężki podjazd na Salmopol i stromy zjazd. - Wspinamy się poprzez Kubalonkę w kierunku Żywca. Robimy dwie takie pętle. Najgorsza jest ekstremalnie wysoka temperatura, nie dystans. Odrabiam straty – relacjonuje zawodniczka.

    Takiej trasy nie pokona się bez supportu, czyli wsparcia ze strony najbliższych współpracowników. Poszczególne teamy jadą za sportowcami samochodami. Podają zawodnikom żele węglowodanowe, napoje, schładzają. - Najfajniejsze było, jak mąż Aleksander polewał mnie wodą. Spływała mocno po plecach. Po rowerze Joanna miała nade mną przewagę jakieś 10 minut. Wiedziałam, że wszystko rozstrzygnie się w biegu. Odpowiednio rozłożyłam siły, nie forsowałam specjalnie tempa. W pływaniu stać było mnie na lepszy wynik – zaznacza Sabina.

    Najlepsi z najlepszych

    O ile w „zwykłych” ironmanach” na płaskim terenie startuje nawet z 2 - 3 tysiące osób, to w Diablaku tylko najlepsi z najlepszych. Trzeba być fenomenalnie przygotowanym, by wbiec na górę o wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. Uczestnicy muszą zmierzyć się łącznie z 6200 metrami przewyższeń. Na tegoroczne zawody przyjechało 40 zawodniczek i zawodników.

    - Start w Diablaku nie jest tani. Mnie udało się to za darmo. Dwa razy wygrałam cykl Silesiaman Triathlon, gromadząc w generalnej klasyfikacji najwięcej punktów. Nagrodą był udział w ekstremalnym triathlonie na Babcią Górę – tłumaczy nasza bohaterka.

    Po zejściu z roweru na rynku w Żywcu schłodziła się w fontannie dla dzieci. To samo robili inni uczestnicy. - Gotowałam się w środku – przyznaje. Do Żywca dojechały koleżanki – biegaczki z Klubu Sportowego HRmax Żory, do którego należy również Sabina z mężem. Był też kuzyn zawodniczki, żorski przedsiębiorca Grzegorz Pysz.

    Sabina dasz radę!

    - To on przekonał mnie do startu. Rok wcześniej sam ukończył Diablaka. Namawiał: „Sabina zrobisz to, dasz radę”. Był moim supportem w pierwszej części liczącego w sumie 44 kilometry biegu. Odcinek do Korbielowa był najgorszy, prawie cały czas pod górę główną drogą między samochodami. Buty przywierały do rozpalonego asfaltu – opowiada zawodniczka.

    Wzdłuż trasy czuwali ratownicy GOPR-u. Bacznie patrzyli, czy ktoś jest w stanie biec dalej. Jeśli nie, prosili o zejście z szlaku.
    W Korbielowie Grzegorza zluzowały Ewa Kałus i Marta. - Cieszyłam się na końcowy etap. Bardzo stromo, ale las. Marzyłam, żeby schronić się w cieniu drzew. Dobrze czuję się w wyższych partiach gór, wiedziałam, że dogonię Joannę. Sądziłam, że zrobię to już na pierwszym etapie biegu. Rywalka spisywała się jednak bardzo dobrze. Nagle jakby odcięło jej energię, zaczęła słabnąc. No cóż, zbyt szybko zaczęła triathlon. Mnie przybyło sił. Złapałam ją na 30 kilometrze biegu. Byłam nie do zatrzymania – uśmiecha się Sabina.

    Pełnia szczęścia

    Ekstremalny górski triathlon zakończyła z wynikiem 16 godzin i 15 minut. Do mety dotarło 27 osób, w tym tylko dwie panie. Uzyskała lepszy wynik niż zeszłoroczna zwyciężczyni, Francuzka, która nie złamała bariery 17 godzin. - Gdybym przyspieszyła na ostatnich kilometrach, zostałabym sklasyfikowana w pierwszej dziesiątce kategorii open – trochę żal naszej bohaterce.

    Dużym wyzwaniem okazało się zejście do bazy. - Nikt nas nie zwiózł na dół. Schodziliśmy kilka kilometrów na własnych nogach. Pełnia szczęścia przyszła w nocy, w łóżku – oznajmia zawodniczka. Nagrodą za Diablaka była ładna statuetka i bezprzewodowy głośnik. Ale bywają też miłe niespodzianki. Kiedyś wróciła do domu toyotą yaris, główną nagrodą triathlonu w Małopolsce. - Przyjechałam nią na spotkanie z panem – usłyszałem.

    I Żorski Cross Triathlon

    Sabina Bartecka bierze udział w organizacji I Żorskiego Cross Triathlonu - Śmieszek 2019. Uczestnicy zmierzą się 15 września od godz. 11 na dystansie 27,5 km. Trwają zapisy poprzez stronę https://timekeeper.pl/bieg/?bieg_id=715, limit uczestników to 150 osób.

    MOSiR Żory oraz Klub Sportowy HRmax Żory zapraszają wszystkich chętnych, także tych, którzy do tej pory nie startowali w zawodach triathlonowych. Na śmiałków czeka ok. 500 metrów pływania, l22 km rowerem po duktach leśnych oraz bieg wśród drzew i stawów na dystansie 5 km. Każdy może liczyć na gorący doping kibiców, medal na mecie oraz ciepły posiłek, a najlepsi także na nagrody finansowe.

    Cały artykuł przeczytacie w środowych "Nowinach".

     
  • Galeria:

  • IrS

  • Green house
  • Komentarze:
  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.