Publicystyka z regionu
  • O zbrodni w starej karczmie we Bziu

    07.08.2019

  • Dzisiaj chciałabym Wam, drodzy Czytelnicy, przypomnieć tę opowieść krążącą po okolicy. Historia jest jednak bardzo skomplikowana i ma wiele wątków, które czasem wyraźnie sobie przeczą.

    Nie ma pewności już co do tego, kiedy zbrodnia miała miejsce. Ludzie opowiadający ją w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku mówili zazwyczaj, że było to sto, a nawet dwieście lat temu. Inni określali czas zdarzenia na drugą połowę wieku XVIII. Czy pamiętacie moi drodzy opowieść o zbrodni w baranowickiej karczmie, która też miała mieć miejsce w tym samym czasie?
    Jedna z wersji, którą słyszałam w Żorach, mówi, że karczma leżąca wtedy na końcu wsi Bzie należała do bardzo spokojnej z pozoru i pracowitej żydowskiej rodziny. Nieźle im się wiodło i ich chrześcijańscy sąsiedzi patrzyli na ich życiowe powodzenie trochę krzywym okiem, lecz nie to doprowadziło do zbrodni. Spokojny dotąd mąż podobno oszalał na punkcie jakiejś kobiety i wszystko wynosił z domu, żeby spieniężyć, a potem kupić prezent kochance. Doszło do kłótni i żona uderzyła męża żelaznym pogrzebaczem, zabijając go na miejscu. Ciało postanowiła ukryć pod wielkim, kuchennym piecem, żeby dzieci niczego nie zauważyły, a potem otwór zamurowała cegłami. Kiedy mąż i ojciec w jednej osobie długo się nie pojawiał w miejscu zamieszkania, jego połowica stwierdziła, że wybrał się do krewnych do Czech i do tej pory nie powrócił. Z czasem uznano go za zaginionego i nikt więcej się nim nie interesował. Mijały lata i karczmarka znalazła się na łożu śmierci. Podobno tuż przed śmiercią wyznała swojemu synowi, gdzie znajduje się ciało jej męża, ale syn zachował tę sprawę w tajemnicy.
    Według innej wersji karczmarka nie była Żydówką, lecz katoliczką, która wyznała swój grzech księdzu w czasie ostatniej spowiedzi, ale spowiednika obowiązywały kościelne przepisy nakazujące mu zachowanie w tajemnicy tego, co usłyszał od penitenta. Tak więc sprawa nie ujrzała światła dziennego. Dopiero wiele lat później, kiedy po jakiejś nawałnicy karczma została zniszczona, postanowiono ją rozebrać i przy tej właśnie rozbiórce natrafiono na szkielet pod piecem kuchennym. Opinia społeczna od razu pokojarzyła dwa fakty: szkielet i zaginięcie karczmarza, ale nie było kogo sądzić, bo winni odeszli już do wieczności.
    Według innej opowieści winę za rozpad pożycia małżeńskiego ponosiła podobno jednak żona, gdyż to ona miała kochanka. Oboje zabili śpiącego męża, a jego ciało ukryli w „piekaroku” do pieczenia chleba. Kilka dni później kobieta wezwała zduna, którym był jej kochanek. I ów rzekomy rzemieślnik przebudował stary piec, zacierając jednocześnie ślady zbrodni. Ciąg dalszy tej historii drodzy Czytelnicy już znacie, ale tym razem przypadek sprawił, że morderców złapano. Jakieś dwadzieścia lat później karczma spłonęła i wtedy osoby postronne odkryły w piekaroku znaczną szczelinę, a tuż za nią ludzki szkielet. Jaki z tego morał? Ano taki, można rzec żartobliwie, że jak chcesz coś ukryć, to bierz do tego solidnego fachowca, a nie jakiegoś „paproka”, bo gdyby kochanek karczmarki dokładnie zamurował dziurę w piecu, sprawa zapewne nie wydałaby się!
    Jeszcze inna wersja mówi o tym, że do zbrodni doszło w czasach nam znacznie bliższych, po którejś z XIX-wiecznych wojen lub nawet po I wojnie światowej. Mąż nie powrócił do domu, choć od końca wojny upłynęło już kilka lat, wtedy jego żona związała się z innym mężczyzną i nawet miała z nim dzieci. Kiedy wreszcie po kilkunastu latach pojawił się jej prawowity małżonek, nie zamierzała do niego powrócić. Doszło do kłótni, a potem do rękoczynów i jeden z uczestników awantury został zabity. I tu pojawiają się dwie wersje: pierwsza, że żona i kochanek zabili męża, druga, że to kochanek został zabity, a małżonkowie ukryli ciało pod piecem, a potem zamieszkali razem. Sprawa wyszła podobno na jaw, kiedy to spadkobiercy sprzedali podupadającą karczmę, a nowy właściciel postanowił ją wyremontować.
    Istnieje też wątek mówiący o tym, że w karczmie zabito bogatego podróżnego, ale są to zapewne dalekie echa opowieści o zabójstwie w baranowickiej karczmie. Być może rodowici mieszkańcy Bzia pamiętają jeszcze stare opowieści dotyczące tego tematu? Piszcie do mnie do redakcji „Nowin”, w komentarzach na stronie internetowej naszej gazety lub na mój adres e-mail: egrymel@onet.eu.

     
  • Elżbieta Grymel

  • LEON
  • Komentarze:
  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.