Historia
  • Posesyjni, otrzęsiny i ich pięćdziesiątka

    23.05.2019

  • LESZCZYNY. W niewielkim miasteczku, jakim pod koniec lat 60. były Leszczyny, z dala od największych ośrodków akademickich powstał jeden z pierwszych na Śląsku klubów studenckich. To tam gościli znani aktorzy, profesorowie, sędziowie. A w mieście nie było wtedy nawet szkoły średniej! "Posesyjni" świętują właśnie Abrahama.

    Jedni siedzieli razem w szkolnej ławce w podstawówce, inni mieszkali po sąsiedzku w powojennych blokach przy ulicy Sienkiewicza czy Konopnickiej. Jeszcze inni zazwyczaj spotykali się wieczorami w parku przy ulicy Sportowej na zimnym piwku. Łącznie było ich kilkadziesiąt osób. Co jeszcze ich łączyło? Od poniedziałku do piątku byli pilnymi (choć niekoniecznie) studentami przeróżnych uczelni wyższych: uniwersytetów, akademii, politechniki – w Katowicach, Gliwicach, Wrocławiu, Krakowie, a w weekendy... A w weekendy wracali do sennych zazwyczaj, niewielkich Leszczyn, miasteczka liczącego sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców, w którym wielu pracowało w pobliskiej rybnickiej Hucie Silesia, a jeszcze więcej osób w zakładach drobiarskich czy na kopalni Dębieńsko. I to właśnie tam, w tym małym miasteczku, w którym nie było wówczas nawet szkoły średniej, oni - żacy -od podstaw stworzyli życie kulturalne i jeden z pierwszych na Śląsku i w Polsce klubów studenckich. "Posesyjni" bo, o tym owianym już legendą Regionalnym Ośrodku Studenckim mowa, świętują właśnie 50-lecie.

    To był maj 1969 roku. Studenci, którzy dojeżdżali codziennie na zajęcia do Katowic, albo ci mieszkający wspólnie w akademiku w Gliwicach, doszli do przekonania, że skoro w sobotę, niedzielę są w domu, to trzeba zawiązać więzi koleżeńskie. Spotkanie założycielskie zorganizowali 17 maja. W okazałej sali miejscowego Klubu Górniczego spotkało się kilkanaście osób. - Był to ewenement w skali całego kraju – klub studencki w kilkunastotysięcznym miasteczku, z dala od ośrodków akademickich. O Leszczynach zaczęło być głośno w regionalnych mediach, także w telewizji, a wtedy była tylko jedna, państwowa! - wspomina Krzysztof Kluczniok, jeden z założycieli ROS.

    To jego brat Andrzej, ówczesny student Akademii Ekonomicznej, wymyślił nazwę. Skąd się wzięła? Opcje są dwie: - Bo działaliśmy po zajęciach, sesjach i egzaminach. Ale druga opcja mówi o tym, że nazywamy się "Posesyjni", bo większość z nas zaliczała egzaminy już po oficjalnym terminie sesji – śmieją się byli członkowie.

    Najbliższymi współpracownikami wybranego wówczas na prezesa Janusza Michalskiego byli od początku: Eugenia i Barbara Wiatrak, Zygmunt Depczyński, Edward Fojcik, Krzysztof Kluczniok, Czesław Kurpanik, Piotr Zgraja i Bolesław Żukowski oraz nieco później Tadeusz Gajda.

    Leszczyńscy żacy szybko zaczęli organizować imprezy dla siebie i mieszkańców Leszczyn, sprowadzając najlepsze w Polsce zespoły studenckie, które w tym czasie stanowiły czołówkę krajową. Wyobrażacie sobie, że w Klubie Górnika w niewielkich Leszczynach gościli aktorzy Witold Pyrkosz czy Marek Perepeczko, a wykłady wygłaszał profesor Kazimierz Popiołek, ówczesny rektor Uniwersytetu Śląskiego.


    Posesyjni tworzyli pierwsze audycje dla radiowęzła w kopalni Dębieńsko, organizowali przedstawienia, dyskusje. W jednym z wywiadów Janusz Michalski, pierwszy prezes Posesyjnych, wspominał, że audycje dla zakładów pracy robili na zwykłym magnetofonie szpulowym, bo o profesjonalnym stole do montażu można było wtedy tylko pomarzyć. Studio nagrań nazwali BER 505 - od Bolka, Edka i Romka, czyli od imion studentów, którzy je wówczas tworzyli.

    Wieczorami w Klubie Górnika Posesyjni organizowali wieczory z muzyką poważną przy świecach oraz spektakle Teatrzyku Poezji kierowanego przez Eugenię Wiatrak. - Miałem dobry gramofon i sporą kolekcję płyt. Spotkanie z danym kompozytorem zaczynaliśmy od krótkiego wprowadzenia na temat jego życia, twórczości, a potem przez 1,5 czy 2 godziny leciała nastrojowa muzyka. Odwiedzało nas sporo młodzieży, sala przeważnie była pełna – opowiada Grzegorz Smołka.

    Przy Posesyjnych działała także grupa uczniów okolicznych szkół średnich (Koło Sympatyków ROS), którzy stopniowo zasilali ich szeregi. I tak właśnie zaczynał pan Grzegorz.

    - Byłem uczniem trzeciej klasy liceum, a w klubie działała wówczas moja siostra. Pomagałem przy organizacji imprez, były wieczory muzyczne, a potem zająłem się kabaretem – wspomina Grzegorz Smołka.

    W Posesyjnych działał także po zakończeniu liceum już jako student historii na Uniwersytecie Śląskim. - Miałem zainteresowania plastyczne, lubiłem kabaret, a w klubie zawsze się coś działo. W Leszczynach alternatywy nie było w zasadzie wtedy żadnej – podkreśla.

    Tworzone przez żaków scenki kabaretowe wystawiano w domach kultury w Rybniku, a także w innych klubach studenckich. - Jeździliśmy wszędzie tam, gdzie nas zapraszano. Unikaliśmy raczej tematyki politycznej, trzymaliśmy się obyczajówki, spraw społecznych – mówi Grzegorz Smołka.

    Wielu byłych żaków i mieszkańców Leszczyn do dziś wspomina słynne już wieczory, w czasie których organizowano tzw. Sądy Młodych. - Przyjeżdżał do nas sędzia Józef Musioł i prowadził "rozprawy", w których odgrywaliśmy role sędziów, prokuratorów, oskarżonych i świadków, a widownia wydawała werdykt – mówi Smołka.

    Posesyjni gościli także takie tuzy awangardy muzycznej jak Andrzej Bieżan, Helmut Nadolski czy genialny niewidomy pianista Mieczysław Kosz.

    Od początku swojej działalności studenci z Leszczyn chcieli stworzyć imprezę, która przyciągnęłaby tłumy i stała się prawdziwą wizytówką miejscowości. - Zorganizowaliśmy otrzęsiny, w trakcie których przyjmowaliśmy w swoje szeregi nowe grupy studentów, a władze miasta przekazywały im na ten czas symboliczne klucze od bram miasta. Przez Leszczyny przechodził barwny korowód, a żacy w stylizowanych strojach pobierali myto od przejeżdżających samochodów i... rowerów. Imprezie towarzyszyły jarmarki staroci i wieczorne zabawy w parku miejskim. Otrzęsiny przekształciły się z czasem w Dni Leszczyn, które z różnymi zmianami, jako Dni Miasta, stały się imprezą organizowaną do dzisiaj już w nowych granicach administracyjnych gminy – opowiada Krzysztof Kluczniok.

    Poprzebierani Posesyjni owijali swoich młodszych kolegów w pokutne wory. I oni w takich strojach szli przez miasto. Na ulice wychodziły tłumy leszczynioków. W parku zakuci w dyby studenci przechodzili chrzest. Było turlanie w beczce i golenie twarzy. - Dało się to przeżyć. Ja byłem kilkakrotnie mistrzem ceremonii w czasie otrzęsin. Najpierw bawiliśmy się w naszym klubie, z czasem impreza wyszła na ulicę. Szliśmy pochodem, pod urzędem odbierałem symboliczny klucz do bram miasta, a potem bawiliśmy się w parku – dodaje Grzegorz Smołka.

    Co roku, gdy żacy przyjmowali do swojego grona nowych adeptów, podczas otrzęsin mieszkańcy miasta jedyny raz w roku mogli podziwiać pokazy fajerwerków. To dopiero w tamtych czasach było show. Studenci załatwili sztuczne ognie w zakładach Krywałd w Knurowie. Przywiezienie ich do Leszczyn było skomplikowaną operacją. Zapalniki musieli wieźć w jednym aucie, fajerwerki w drugim, a cały konwój zabezpieczała jeszcze karetka.

    Regionalny Ośrodek Studencki "Posesyjni" dwa razy został laureatem Ogólnopolskiego Konkursu Klubów Studenckich "O nagrodę Czerwonej Róży", a Janusz Michalski, późniejszy naczelnik Leszczyn, Młodzieżowym Bohaterem Roku 1972 w plebiscycie Polskiego Radia Katowice i "Wieczoru". Przez kilkanaście lat przez Regionalny Ośrodek Studencki "Posesyjni" w Leszczynach przewinęła się ponad setka młodych ludzi, którzy 1 czerwca w liczbie ponad 50 spotkają się na jubileuszu.

     
  • Galeria:

  • BK

  • SKOK
  • Komentarze:
  • 27.05.2019 08:42 Antyk
    tak ci przeszkadza?
    tyle że inny marszałek nawet nie wie gdzie są Leszczyny i raczej by nie przyjechał

  • 25.05.2019 14:17 Stary Leszczyniok
    50 lat
    Chyba wielu "Leszczyniokow" pamięta i dobrze wspomina działalność Posesyjnych!

  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Fundacja Profesjologia Aktywizacji Rynku Pracy (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.