Aktualności
  • Szok! Chora kobieta nago wyprowadzona z mieszkania do karetki

    17.04.2019

  • Po reportażu Uwagi TVN w Żorach wrze. Sąsiedzi chorej psychicznie 60-latki mówią, że doszło tu do niebywałego skandalu. Policjanci i ratownicy medyczni wyprowadzili ją do karetki prawie nagą. Policja przekonuje, że starsza pani zrzucała z siebie wszystkie okrycia. Komendant jednostki polecił wszcząć postępowanie sprawdzające, czy zarzuty wobec funkcjonariuszy są zasadne.

    Mieszkańcy jednego z bloków na osiedlu Sikorskiego są zbulwersowani interwencją policjantów i ratowników medycznych. Ich zdaniem służby w skandaliczny sposób potraktowały chorą psychicznie 60-latkę, którą nagą wyprowadzono do karetki. Zanim została zabrana do szpitala, miała jeszcze przez co najmniej 10 minut leżeć bez ubrania na chodniku. Dopiero jeden z sąsiadów przyodział starszą panią tkaniną.

    Mieszkańcy nagrali duży fragment interwencji i udostępnili telewizji. We wtorek wyemitowano go w programie Uwaga TVN.

    Komendant żorskiej policji zarządził wszczęcie postępowania wyjaśniającego, czy faktycznie zarzuty kierowane wobec mundurowych są zasadne. - Mamy nagrania, analizujemy je – mówi aspirant sztabowa Kamila Siedlarz, oficer prasowa komendy w Żorach. Jak dodaje, policja przyjęła również zawiadomienie dotyczące znieważenia ratowników medycznych przez sąsiadów chorej kobiety oraz naruszenia ich nietykalności cielesnej.

    - Zaczęło się od tego, że zapukała do mnie sąsiadka. Zapytała, czy słyszę krzyki na klatce. Wyszłyśmy na zewnątrz. Rzeczywiście, z mieszkania na drugim piętrze dochodził przeraźliwy krzyk i hałas. Wraz z sąsiadem, we troje zdecydowaliśmy o wezwaniu karetki pogotowia. Zadzwoniłam ze swojego mieszkania. W tym czasie sąsiadka telefonowała do jednego z synów tej pani, który mieszka w Żorach, by przywiózł klucze do mieszkania matki. Przyznał, że nie ma na co czekać, tylko trzeba wzywać pogotowie – zaznacza pani Halina.

    Dodaje, że nie widziała interwencji, a jedynie sam moment wejścia ratowników i mundurowych do mieszkania chorej. - Poszłam do siebie, bo uważam, że jak jest akcja ratownicza, trzeba zrobić wszystko, żeby ułatwić służbom działanie. Po wejściu tych ludzi do mieszkania ustały krzyki. Usłyszałam wreszcie głos pani Krystyny. Zeszłam ponownie na dół, gdy już było cicho – stwierdza.

    Ludzie mówią, że podobny epizod chorobowy miała wiele lat temu. Mieszkała sama, ma dwóch synów, jeden mieszka nad morzem, drugi w Żorach. Zanim dotarł na miejsce rozgrywającego się dramatu, strażacy zdążyli wyważyć drzwi w mieszkaniu, a policjanci i ratownicy wejść do środka i zabrać stamtąd jego matkę do karetki. - Mogli poczekać na syna. Obaj odwiedzają mamę, ten, który jest w Żorach bardzo często. Interesują się, pomagają jak tylko mogą. Ale mają też swoje obowiązki, rodziny, pracę – opowiada jedna z sąsiadek.

    - Usłyszałem hałas na klatce. Wyszedłem z mieszkania i zobaczyłem nagą kobietę, niczym nie okrytą. Policjanci ciągnęli ją po schodach, trzymając za nogi. Jak tak można... starszą, chorą kobietę. Myślałem, że mnie szlag trafi – mówi pan Janusz z parteru. Poszedł za nimi na dwór. - Położyli ją na chodniku, leżała tam nago co najmniej 10 minut. Bo karetki nie było przy samym bloku, stała dalej. Dopiero sąsiad nakrył jakimś ubraniem naszą chorą współlokatorkę – ciągnie żorzanin.

    Twierdzi, że nikt nie szarpał ratowników ani policjantów. - Wszyscy stali na schodach i to zostało pokazane w materiale Uwaga TVN – podkreśla. Jak dodaje, syn dojechał pod koniec akcji ratowniczej. - Był bardzo zbulwersowany zachowaniem służb. Powiedział, że nie zostawi tak tego, jak potraktowano jego matkę – mówi pan Janusz.

    - Widziałem z okna na czwartym piętrze leżącą na chodniku kobietę. Cała była naga. Potem dopiero ktoś ją czymś nakrył. Krzyczała, żeby ją zostawić i nie robić jej świństwa na osiedlu. Jest szanowana przez mieszkańców. Pracowała jako pielęgniarka, robiła nawet zastrzyki mojej żonie. Jestem zaskoczony, ze doszło do takiego zdarzenia. Interweniujący nie powinni w taki sposób potraktować chorej kobiety. Należało dać jej w mieszkaniu zastrzyk i poczekać aż się uspokoi – uważa pan Henryk.

    Agnieszka Melerska nie wiedziała, że sąsiadka choruje. - O 7 pojechałam do pracy i wróciłam po 13, gdy już było po wszystkim. Dowiedziałam się o tym od sąsiadki – mówi.

    Wszyscy rozmówcy reportera „Nowin” mają jak najlepsze zdanie o pani Krystynie. - Fajna sąsiadka, nie stwarzała żadnych problemów – oznajmia pani Halina. - Była spokojna, wyciszona. Unikała raczej ludzi – dodaje sąsiadka.

    - Czasem słuchała głośno muzyki. Pytała, czy nam to nie przeszkadza. Odpowiadałem, że nie, bo moje dziecko i tak głośno gra w mieszkaniu w piłkę nożną – opowiada pani Agnieszka.

    To specyficzna klatka. - Wszyscy się tu znają i żyją w dobrej komitywie. Jak jest ślub, to na dole pojawia się tłum ludzi, wszyscy się dobrze bawią – oznajmia Agnieszka Melerska. - Była w porządku. Jak każda normalna kobieta, robiła zakupy. Nie mogę pojąć, że wyniesiono ją nagą i to wczesnym popołudniem. Obok jest plac zabaw, zawsze pełen dzieci – oburza się mieszkanka osiedla.

    Według sąsiadki chorej, mieszkańcy starali się pomagać chorej kobiecie. - Od czasu do czasu zapukałam, by zapytać, jak się czuje. Odwiedzałam ją z ciastem. Od sześciu lub siedmiu lat jest bowiem wdową – mówi. Po zdarzeniach z 5 kwietnia nie może dojść do siebie, choć w tym czasie była na zakupach. - Widziałam reportaż w TVN. To co się tu stało, jest nie do wyobrażenia i pomyślenia. Stała się tragedia – kwituje.

    Co na to służby mundurowe i ratownicy medyczni? - W samo południe 5 kwietnia dostaliśmy zgłoszenie, z którego wynikało, że z mieszkania dochodzą straszne krzyki i odgłosy. Pojawiła się obawa, że dzieje się tam coś niedobrego. Faktycznie już na parterze mundurowi usłyszeli potworny hałas. Dochodził on z mieszkania na drugim piętrze. Policjanci próbowali nawiązać kontakt z tą osobą albo osobami, bo jeszcze nie wiedzieli kto jest w środku. Prosili o otworzenie drzwi, ale nie było reakcji. Pytali sąsiadów, którzy zgromadzili się na schodach, czy ktoś z nich ma klucze do tego mieszkania. Nikt nie miał, więc bardzo szybko zapadła decyzja o wyważeniu drzwi. Istniało bowiem podejrzenie, że może być zagrożone czyjeś życie – opisuje rzeczniczka policji.

    - Na miejscu byli już policjanci, którzy poprosili o otwarcie drzwi urządzeniem hydraulicznym i do tego sprowadziły się nasze działania – zaznacza starszy kapitan Krzysztof Kuś, dowódca jednostki Ratowniczo – Gaśniczej PSP w Żorach.


    Według rzeczniczki policji, po ich otwarciu mundurowi zobaczyli straszny widok. Podłoga w mieszkaniu cała była pokryta rozbitymi kawałkami szkła. - Naga kobieta zachowywała się nieracjonalnie, co świadczyło o głębokim schorzeniu psychicznym. Nie reagowała na pytania i prośby. Była w łazience. Policjant szybko rozejrzał się po mieszkaniu i w dużym pokoju znalazł koc. Okrył panią – mówi Kamila Siedlarz.

    Zaczęła się rozmowa. - Udało się ustalić, ze kobieta choruje psychicznie. Ostatnio jednak odstawiła leki, twierdząc, że nie są jej potrzebne. Bo bez nich dobrze funkcjonuje. Wtedy pojawił się zespół karetki pogotowia. Odmówiła przewiezienia do szpitala. Zaczęła się denerwować i znowu krzyczeć. Jej stan psychiczny z każdą minutą, sekundą wręcz zaczął się pogarszać. Personel karetki zdecydował o przewiezieniu pani do szpitala psychiatrycznego. Poprosił mundurowych o pomoc w doprowadzeniu kobiety do ambulansu – opisuje rzeczniczka.

    Dodaje, że ratowniczka zaczęła ubierać pacjentkę i nakrywać. - Ona jednak nie współpracowała, krzyczała. Sytuacja zrobiła się dramatyczna. Znowu nie było z nią kontaktu. Co na nią włożono, to zrywała z siebie. Z mieszkania wyszła podtrzymywana przez ratownika i policjanta. Narzucili na nią to co było pod ręką – szlafrok. Próbowali zasłonić. Ale ona machała rękami, zapierała się nogami, próbowała się kłaść na podłodze – twierdzi oficer prasowa komendy, która rozmawiała z uczestnikami interwencji.

    Według policji, sąsiedzi próbowali powstrzymać ratowników i policjantów przed wyprowadzeniem na zewnątrz budynku. - Jeden ze stróżów prawa oświadczył, że był popychany i został poszarpany. Niektórzy sąsiedzi, rozumiejąc powagę sytuacji i dramat tej kobiety, próbowali ją nakryć ręcznikami, kocami – mówi rzeczniczka.

    Według policji, na nagraniu widnieje tylko fragment interwencji – najbardziej drastyczny moment przejścia na parter, a potem do karetki. - Pani rzeczywiście położyła się na półpiętrze. Policjant nie wiedział, że karetka nie stoi pod klatką. Nie wiedzieliśmy o tej interwencji, dopóki nie skontaktowali się z nami dziennikarze Uwagi TVN. Wówczas zaczęliśmy zbierać informacje o przebiegu zdarzenia – przyznaje Kamila Siedlarz.

    Dyrekcja Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach "z uwagi na ochronę danych wrażliwych pacjentki, których ujawnienie wyjaśniłoby zaistniałą sytuację i jednocześnie byłoby złamaniem prawa, powstrzymuje się od komentowania materiału TVN Uwagi wyemitowanego 16 kwietnia". Interwencję zespołu ratownictwa medycznego (we współdziałaniu z policją) analizują kontrolerzy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, który sprawuje nadzór nad działalnością WPR.

    Do tematu wrócimy w środowych "Nowinach". 

     
  • IrS

  • Dzień Matki
  • Komentarze:
  • Informujemy, że:

    1. Administratorem danych wskazanych w zgodzie na przetwarzanie danych osobowych wyrażonej powyżej jest Wydawnictwo Regionalne sp. z oo (dalej „Wydawnictwo”) z siedzibą i adresem w Rybniku przy ul. Wyzwolenia 10, adres e-mail: redakcja@nowiny.rybnik.pl
    2. Celem zbierania danych jest umożliwienie zalogowania się do gazety internetowej oraz korzystanie z jej funkcji i przeznaczenia.
    3. Podstawą prawną przetwarzania stanowi zgoda osoby, której dane dotyczą na przetwarzanie swoich danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. Przetwarzanie jest niezbędne do wykonania umowy, której stroną jest osoba, której dane dotyczą, lub do podjęcia działań na żądanie osoby, której dane dotyczą, przed zawarciem umowy.
    4. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane innym podmiotom.
    5. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres potrzebny do realizacji celu przetwarzania.
    6. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania.
    7. Pani/Pana dane będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie odbywało się na zasadach najlepszego wyboru produktu lub usługi, odpowiadającego Pani/Pana preferencjom.